2 listopada 2015

Święto Wszystkich Świętych

Jak minął mi wczorajszy dzień? Raczej normalnie. Rano do kościoła, a potem na groby. Zakwasy przy każdym kroku były? Były, bo się w sobotę było w stajni i skakało. Coś za coś. :P
   Tym razem nie przegapiłam okazji i poszłam również wieczorem na cmentarz. Udaje mi się naprawić wszystkie małe błędy i razem z Jettą posuwamy się do przodu, zrobiłyśmy 5 km, ale zdjęć ładnych już nie...



Nie osiągnęłam zamierzonego efektu, ale czy mi się kiedykolwiek coś udaje? Tylko przypadkiem.
   Z resztą nie wiem jak mama ze mną wytrzymała, bo zatrzymywałam się co pięć kroków robiłam zdjęcia i mówiłam ,,Ale pięknie" lub ,,No nie wytrzymam z tym aparatem".


Wszyscy we mnie wierzą, wszyscy myślą, że jak już coś osiągnęłam to bez problemu zrobię to jeszcze raz. A ja tego nie potrafię, nie potrafię o coś walczyć. W wakacje miałam takie ambitne plany, zbiorę na aparat, nie poddam się znowu... Na aparat nie uzbierałam w zasadzie nic, a i mogę przyznać, że już się poddałam. Tak wyszło... Każdy wkoło powtarza jakiego mam cudownego psa, jakie mam cudowne życie, jak mi fajnie... Te słowa mnie bolą. Doskonale wiem jak bardzo zniszczyłam mojego psa, doskonale wiem jak łatwo się poddaję, doskonale wiem jak beznadziejne zdjęcia robię, doskonale wiem... Mogłabym tak wymieniać w nieskończoność.


Chciałabym coś wreszcie osiągnąć, chciałabym w końcu powiedzieć ,,Haha wygrałam, a wy we mnie nie wierzyliście, wygrałam to po mimo trudności" A ja zwyczajnie nie umiem. Nie umiem naprawić swoich błędów, nie umiem się ponownie pozbierać, nie umiem... A każdy czegoś ode mnie oczekuje.


Potrzebuję solidnej motywacji lub kogoś kto wytknie moje wszystkie błędy. Wtedy znów zaczęłabym biegać, chodziła na długie spacery, nie rozstawała się z aparatem, zaczęłabym wszystko od nowa, ale nie... Za bardzo się lenię i cofam :P  Coś chrzani się w moim życiu, a ja odkładam to na ostatnią chwilę i co raz trudniej potem będzie to naprawić.


Dlaczego Wam o tym piszę? Cóż święto Wszystkich Świętych jest trochę dołujące, zresztą ten blog zaczęłam pisać dla siebie.



 
W piątek już olimpiada z polskiego, ale ja wiem swoje. W tamtym roku mi się udało, a zapewne w tym już nie. Ale trzymajcie kciuki, może mi coś pomogą. Za to weekend wygląda już o wiele lepiej. Rajd konny w niedzielę się szykuje. Może nawet zdjęcia będą. :)
 Pozdrawiam :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz